poniedziałek, 23 grudnia 2013

Imagin Niall...

"Wiesz jak to jest, gdy wieczorem leżąc w łóżku zastanawiasz się jaki sens ma twoje życie? Niby wszystko jest w porządku, jesteś szczęśliwy, nie masz powodu do zmartwień. Jednak.... No właśnie, jednak czegoś ci brakuje. Czujesz, że nie robisz niczego dla świata, że jesteś zamknięty w sobie, żyjesz w innym świecie. Wtedy myślisz co możesz zrobić, by to zmienić, jak żyć na świecie i dla świata. By zostawić po sobie ślad, by ludzi cię zapamiętali.
Czasem wystarczy jakaś przypadkowa pomoc, podanie ręki,dobre słowo, lecz w niektórych przypadkach na twojej drodze musi stanąć ktoś kto pokaże ci jak ma żyć. Kto swoim zachowaniem, czynami, uczuciami uzupełni twoje życie, zapełni  pustkę i będąc z nim, będziesz ze światem, pomagając mu. 
Dobrze pamiętam ten moment kiedy moje życie nabrało właściwego sensu, kiedy zeszło na właściwy tor.

Jak co dzień wyszedłem pobiegać, ludzie jeszcze spali, a natura ożywała, budziła się. Kochałem ten błogi moment kiedy biegłem ulicą nie patrząc na to czy na kogoś potrącę - bo nikogo nie było. Byłem tylko ja, czyste powietrze, muzyka dudniąca w moich uszach dzięki słuchawkom i to niesamowite uczucie szczęścia, niewyobrażalnego i jedynego w swoim rodzaju szczęścia, którego doświadczałem tylko ja. 
Jednak dzisiaj było inaczej, biegnąc tą samą trasą co zawsze, zauważyłem małą istotę biegnącą z słuchawkami w uszach. To byłaś ty, zatracona w myślach, tak delikatna i krucha, że bałem się podmuchu wiatru, który mógłby Cię zabrać, pokruszyć. Zafascynowany przyspieszyłem kroku by dorównać Ci , by być bliżej Ciebie. Kiedy biegliśmy ramię w ramię, odwróciłaś się w moją stronę i obdarzyłaś mnie najpiękniejszym uśmiechem jaki widziałem w życiu. W twoich oczach widziałem fascynacje, szczęście, zainteresowanie ale też intrygę, wątpliwości i strach? Ta mieszanka uczuć zmyliła mnie, zbity z tropu nie potrafiłem się odezwać. Do moich uszu doszedł twój cichy, nieśmiały śmiech. A następnie przyspieszyłaś kroku, przystanąłem na chwilę, jednak zaraz znów podbiegłem do ciebie. 
-Chcesz się ścigać?-zapytałem. Sam zdziwiony swą nagłą śmiałością i lekko drwiną w swoim głosie. 
-A potrafisz przegrywać?-zapytałaś z udawaną troską. Widziałem, że naśmiewasz się ze mnie będąc pewną swych zdolności. 
-Myślę, że ta umiejętność nie będzie mi potrzebna-odbiłem piłeczkę, nie pokazując swoich słabości. Właściwie w tamtej chwili byłem pewien wygranej, biegałem naprawdę długie dystanse prawie codziennie już od długiego czasu, chodziłem na siłownie, kondycje miałem naprawdę bardzo dobrą. Nie dopuszczałem myśli, że mogę przegrać, nawet nie wiedziałem w jakim jestem błędzie. 
-To co, ścigamy się do tej budki?-wskazałaś konkretne miejsce jakieś 500 metrów dalej, zaśmiałem się kpiarsko
-Tylko na tyle cię stać? 
-Chciałam wybrać taki dystans być miał jakieś szanse, ale skoro nie chcesz. Zrobimy pełne kółko wokół parku i spotkamy się tutaj okej?-zapytałaś nawet przez chwilę nie mając wątpliwości. Zdziwiła mnie ta zawziętość, przecież to dystans znacznie większy niż dwa kilometry. Nie chciałem pokazać tego chwilowego zawahania więc zgodziłem się pewnie.
Początek biegu był nawet dobry, biegliśmy ramię w ramię, pewni zwycięstwa, z uśmiechami satysfakcji.. Kiedy przebiegliśmy pół kółka zacząłem odczuwać lekkie zmęczenie ale nie zmartwiłem się tym zbytnio ponieważ zauważyłem, że zaczynasz zwalniać. Kiedy byłem jakiś kawałek dalej od Ciebie zatrzymałem się.
-Potrzebujesz przerwy?-zapytałem żartobliwie. Byłem pewny, że się zgodzisz, nie przewidziałem tego, że to była jedynie gra. Że ty nagle przyspieszysz, mijając mnie ze śmiechem. 
-Jesteś zbyt dobroduszny-powiedziałaś.
Dopiero po chwili zdałem sobie sprawę co się stało i wróciłem do biegu, ale nie miałem już szans. Ja zmęczony, nadrabiający odległość i Ty biegnąca ze znaczącą prędkością w ogóle nie zmęczona, ciągle z uśmiechem wymalowanym na twarzy. Kiedy zobaczyłem jak mijasz ustaloną przez nas metę, poczułem zażenowanie, jak mogłem się dać tak podejść? Jakim cudem  przebiegłaś taki dystans w takim tempie? 
Gdy dobiegłem do mety zdyszany, zmęczony znów zobaczyłem cię pełną sił, śmiejącą się ze mnie.
-I jak ci się podobało?-zapytałaś.
-Oszukałaś mnie-powiedziałem, jednak w moim głosie nie było ani trochę złości, raczej udawanie dziecięcego zaprzeczenia, szukania usprawiedliwienia dla swojej przegranej.
-Od początku mówiłam, że wygram. Musisz jeszcze poćwiczyć-powiedziałaś i odbiegłaś zostawiając mnie osłupiałego w miejscu. Kiedy zorientowałem się, że nawet nie zapytałem Cię o imię, byłaś zbyt daleko, przekląłem swoją głupotę w myślach. Zawiedziony doszedłem do domu, cały czas myśląc o tobie, towarzyszyłaś mi w myślach cały dzień. Wszyscy zarzucali mi rozkojarzenie i bujanie w obłokach, mimo to nie odchodziłaś, ciągle widziałem twoje spojrzenie, mieszankę uczuć i ten uśmiech którym mnie obdarowałaś.

Kiedy później zobaczyłem ciebie, tak zagubioną, rozglądającą się po pomieszczeniu czułem przyjemne ciepło rozchodzące się po całym ciele. Nie miałem ochoty przychodzić na ten wieczorny koncert, ale zmieniłaś moje podejście do niego.Teraz chciałem ci pokazać coś w czym jestem dobry, czym mogłem się pochwalić. Wszystkie fanki krzyczały i piszczały czekając aż wyjdziemy na scenę, a ty jakby w innym świecie wciąż szukałaś kogoś w tłumie. Nagle na twojej zasmuconej twarzy ukazał się uśmiech i energicznie pomachałaś do nieznanej mi osoby. Dopiero później rozpoznałem w nim wysokiego, napakowanego bruneta za którym oglądało się wiele dziewczyn dookoła. Poczułem się jak jakiś smarkacz, chudy, brzydki, nielubiany. Przy nim byłem nikim. Podbiegłaś do niego rzucając mu się na szyję, on objął cie w pasie i okręcił dookoła. Tak bardzo chciałem być na jego miejscu, pragnąłem tego jak niczego innego. I kiedy zacząłem tracić nadzieję, do waszej trójki podeszła dziewczyna, namiętnie wpijając się w jego usta, Oszołomiony, nie potrafiłem wykonać ruchu, czyżbym śnił? Czyżbym miał u ciebie jakieś szanse? Wtedy wiedziałem, że na koncercie muszę dać z siebie wszystko, muszę sprawić być ty nie mogła opędzić myśli ode mnie. 
Wszystkie piosenki śpiewałem patrząc prosto na ciebie, każde słowo było skierowane do ciebie. 
Jednak ty nie zwracałaś uwagi na mnie, wciąż patrzałaś na resztę zespołu, ruszając się w rytm piosenki, czasem posyłając zirytowane spojrzenia całującej się dwójce obok ciebie. Miałem ochotę zaśmiać się z twojej miny i powiedzieć jakiś komentarz, jednak byłem na scenie i to pewnie zdziwiło by publikę. Po koncercie, wybiegłem przed budynek szukając Cię wzrokiem, nie chciałem stracić drugiej szansy. Zobaczyłem cię, stałaś opierając się o mur, w czerwonej sukience do połowy uda i  rozwiązanych trampkach. Twoje rozpuszczone włosy powiewały na wietrze, delikatny makijaż dodawał ci delikatności. Czułem, że miękną mi kolana, nie wiedziałem jak zacząć. Bałem się, jak jeszcze nigdy. 
-I jak ci się podobał koncert?-zapytałem próbując ukryć drżenie głosu. kiedy po wewnętrznej walce ze sobą postanowiłem wreszcie do Ciebie podejść. 
-Było całkiem fajnie, nie wiedziałam że śpiewasz. To zdecydowanie coś w czym byś mnie pokonał-powiedziałaś ze śmiechem. Zdziwiony spojrzałem na ciebie, 
-Przyszłaś na koncert i nie wiedziałaś kto będzie śpiewał? 
-Nie patrz tak na mnie, nie znałam was wcześniej przyszłam z koleżanka-powiedziałaś tłumacząc się. 
-Wygrałaś rano wyścig, co powiesz na to żeby w nagrodę zabrał cię na kawę?-zapytałem pewnym głosem, jednak bałem się twojej decyzji. 
-Chętnie, ale nie uważasz, ze jest trochę za późno na takie napoje?  zapytałaś znów się ze mnie śmiejąc. Wyzwałem się w myślach za moją lekkomyślność.
-W takim razie, zabiorę cię na drinka-powiedziałem i ruszyliśmy w stronę najbliższego klubu.
-Ostrzegam cię, mam mocną głowę i nie masz nawet po co liczyć na coś więcej.-dodałaś pewna siebie. Chociaż nie powiedziałem tego głośno to byłaś pierwszą dziewczyną przy której ani razu o tym nie pomyślałem. 
Całą drogę się śmialiśmy, opowiadaliśmy o sobie, wygłupialiśmy. W klubie przetańczyliśmy wiele piosenek, wciąż dobrze się bawiąc. Pamiętam, że gdy podchodziły do mnie fanki odchodziłaś na bok, nie lubiłaś być w centrum zainteresowania. I chociaż nie było tego po mnie widać wciąż tęsknym i zazdrosnym okiem przyglądałem się Tobie i barmanowi, kolesiowi który puszczał ci oko, lub siedział obok Ciebie. Myśl, że mógłbym cię stracić, że zostawiłabyś mnie dla kogoś innego bolała niewyobrażalnie mocno.
Właściwie nie pamiętam co było dalej. Obudziłem się z wielkim bólem głowy, przetarłem oczy i zobaczyłem, że znajduję się w swojej sypialni, nie było cię obok mnie. Już myślałem, że to sen, że wcale cię nie poznałem ale zobaczyłem kartkę leżącą na szafce nocnej i odetchnąłem z ulgą jednak na krótko. Napisana była bardzo starannym pismem.

Przepraszam jeśli liczyłeś na jakieś kolejne spotkania lub nawet coś więcej.
Niestety nie mogę ci tego za gwarantować, ja nie potrafię kochać, ufać, trwać przy kimś w potrzebie.
Nie chcę cię zranić, zasługujesz na kogoś lepszego.
[T.I]


Jak się poczułem czytając to? Wykorzystany, głupi, samotny? Tak strasznie żałowałem, że zabrałem cię do klubu i pod wpływem alkoholu pozwoliłem ci odejść. Postanowiłem odszukać cię za wszelką cenę, mimo tego co napisałaś. Wtedy zrozumiałem że ktoś musiał cię bardzo zranić i zostawić pustkę w twoim wnętrzu. Jednak nie pokazywałaś tego, maskowałaś się bardzo skutecznie przybierając postać obojętnej na zaloty innych, pewnej siebie dziewczyny.
Postanowiłem naprawić błąd tego kogoś i nauczyć Cię na nowo kochać, ufać,cieszyć się, żyć Czułem, że muszę to zrobić, stało się to dla mnie priorytetem, nic innego się nie liczyło. 
Szybko się wyszykowałem i wyszedłem do parku, na poszukiwania, choć wiedziałem jak marne mam szanse na spotkanie ciebie, zaryzykowałem. Teraz wiem jak dobrze zrobiłem i jak dużą rolę  miło w tym przeznaczenie, szczęście a może i moja głupota? 
Spotkałem ciebie, siedzącą samotnie na ławce, obejmowałaś swoje kolana i wpatrywałaś się w przestrzeń przed sobą. Usiadłem obok przez chwilę nie odzywając się.
-Dlaczego tak uważasz?-zapytałem. Od razu zrozumiałaś aluzje i jakby wcale nie zdziwiona moim towarzystwem odpowiedziałaś.
-Kiedyś potrafiłam kochać bardzo mocno, ale ktoś złamał moje serce, na bardzo małe kawałeczki które teraz potrafią tylko ranić. Gdy pierwszy raz Cię zobaczyłam miałam ochotę zadać komuś taki sam ból,jednak poznałam Cię bliżej i wiem, że nie zasługujesz na to.-odpowiedziałaś poetycko nie odwracając wzroku od horyzontu. 
-Pozwól mi złożyć je z powrotem-odpowiedziałem. Widziałem, że się wahasz, podjąłem decyzję za ciebie i złapałem cię za rękę prowadząc w dobrze znane mi miejsce. Miejsce w którym wszystko się zaczęło, gdzie narodziło się ziarenko zaufania, bliskości, przyjaźni która później przerodziła się w miłość. Ziarenko, które rosło w siłę z każdym dniem.

Od tamtego dnia pokazywałem ci świat na nowo, uczyłem wszystkiego jak małe dziecko. Pamiętam, że czasem sama się tak zachowałaś. Kiedyś gdy szliśmy wieczorem po mieście, przechodząc koło klifu z którego można było zobaczyć całe miasto, wskoczyłaś na ławkę kręcąc się dookoła z szeroko rozłożonymi rękoma. Nie potrafiłem zrozumieć dlaczego to robisz, teraz wiem. Czułaś się wtedy tak beztrosko, kojąco,spokojnie, nie myślałaś o problemach tylko wdychałaś świeże powietrze rozkoszując się widokami. Byłaś ponad budynki, ulice, ludzi i czułaś się z tym faktem wyjątkowo.

Zawsze razem się śmialiśmy, milczeliśmy, płakaliśmy. Z dnia na dzień zmieniałaś się, czułem że jestem bliżej ciebie, że burze te mur który zbudowałaś. Wiedziałem, że przed nami jeszcze długa droga, ale nie martwiłem się tym.Czułem wewnętrzną satysfakcję, pomagając ci. Nawet nie wiem kiedy zdążyłem pokochać cię tak mocno. Kiedy stałaś się dla mnie całym światem? Kiedy wszystko inne przestało się liczyć?

Chciałem wykonać następny krok, jednak bałem się spłoszyć ciebie, bałem się że odejdziesz czego bym nie przeżył. Zauważyłaś to i sama go wykonałaś.  Wtedy myślałem, że to najlepsze co mnie spotkało, zaczęliśmy cieszyć się życiem jak jeszcze nigdy. Razem szliśmy naprzeciw wszystkim przeszkodom Nie byłem już dawnym Niallem Horanem, teraz byłem kimś lepszym, dzięki tobie. Ty pomagałaś każdemu napotkanemu na drodze, byłaś tak delikatna, beztroska, krucha. Wiedziałem, że muszę na ciebie uważać, byłaś dla mnie tak ważna że nie potrafiłem sobie wyobrazić życia bez ciebie.

Wszystko zaczęło się komplikować kiedy pokazaliśmy się światu, gdy on zaczął nas potępiać, krytykować, fanki nas nie zaakceptowały. Widziałem jaki ból ci to sprawia, ja też cierpiałem, cały czas krwawiłem widząc twoje łzy. Nie rozumiałem ich nienawiści, może i nie byłaś idealna ale nikt nie jest. Fanki jednak widziały w tobie zagrożenie, fałszywość, pozerstwo. Wiedziałem, że tego nie wytrzymasz, byłaś jeszcze zbyt słaba by znów doznać nienawiści i bólu. Jednak nie spodziewałem się, że odejdziesz, zostawisz mnie samego. Myślałem, a może miałem nadzieję, że zostaniesz i razem stawimy czoła światu. Kiedy wróciłem do domu i ciebie nie było zrozumiałem, że cię straciłem, że z każdym dniem, każdym niemiłym słowem oddalałaś się ode mnie i znów budowałaś mur, by teraz ostatecznie zamknąć mnie za jego bramą. 



Miłość, bliskość drugiego człowieka są jak uzależnienie, kiedy raz ich doświadczysz nie będziesz potrafił pogodzić się ze stratą.

Załamałem się, nie potrafiłem normalnie funkcjonować, cierpiałem, tak mocno że nie chciałem żyć. Odszedłem z zespołu, zamknąłem się w sobie, zbudowałem własny mur i jedyną osobą dla której brama była wciąż otwarta byłaś ty. Wiedziałem, że tylko ty, twoja miłość, uczucia, troska pozwoli mi dalej żyć. Czułem, że nie wrócisz, czułem że umieram wewnętrznie i nie potrafię się sam ożywić. 
Nadal nie rozumiem dlaczego wróciłaś, skąd wzięłaś siłę, by przeciw stawić się wszystkim złym opiniom i pomóc mi wstać. Jak dałaś radę wzburzyć własny mur i wyjść do świata. Wiem tylko, że byłem i jestem najszczęśliwszym człowiekiem mogąc być przy tobie, przytulając cię, całując, rozmawiając zasypiając i budząc się przy tobie. Od tamtego czasu wszystko się zmieniło, ludzie zobaczyli siłę naszej miłości, zrozumieli i zaakceptowali nas. Właśnie w tamtym momencie poczułem, że moje życie ma sens. Wiedziałem, że nie robię nic bez celu, że żyję na świecie i dla świata.  I to właśnie za to ci dziękuję".-zakończyłem zamykając pamiętnik, który dostałem od ciebie. Powiedziałaś, że czasem łatwiej napisać uczucia na kartce niż je wypowiedzieć. Dlatego mieliśmy ten mały zeszycik, obydwoje w nim pisaliśmy i obydwoje  go czytaliśmy. To był nasz mały świat, który trzymał nas przy sobie bardzo blisko, nie pozwalał nam na oddalenie się od siebie,na  nieporozumienia.
Odwróciłem głowę i zobaczyłem, że stoisz za mną, w twoich oczach widziałem łzy, łzy wzruszenia. Cały czas byłaś i czytałaś to co pisałem. Poczułem lekkie zawstydzenie, to były moje myśli prywatne myśli, które bałbym się przedstawić światu. Jednak zaraz uświadomiłem sobie, że to przecież Ty, osoba która i tak zna mnie na wylot, która kocham mnie bezwarunkowo i wiecznie. Osoba, która pragnie zgłębiać wszystkie moje tajemnice i z każdym dniem poznając mnie doszczętniej, być jeszcze bliżej. Wtedy wstyd się ulotnił, zostało tylko niezmierne, bezgraniczne, niekończące się szczęście.
-To było piękne Niall-powiedziałaś. Ja wstałem i przytuliłem Cię zaciągając się twoim zapachem. Zapachem dzięki któremu żyłem, który dawał mi siłę.Który był moim własnym, prywatnym tlenem Wiedziałem, że nic i nikt mi już ciebie nie zabierze.




Strasznie długo mnie nie było co? Najpierw czekałam na wasze komentarze bo naprawdę wierzyłam, że wam się uda ale...
Później przyszła masa nauki, obowiązków i nie potrafiłam znaleźć nawet chwili by coś tu napisać. Teraz podczas świat też mam dużo rzeczy do zrobienia, a w związku ze zbliżającymi się egzaminami, masę nauki. Jednak znalazłam tego starego imagina i postanowiłam go dodać. Mam nadzieję, że się spodoba.. <3